Carlos & Kacper M

Opiekun: Kacper M • Ocena: • 03.02.2026

Totalnie nie polecam tej hodowli…
i mówię to z pełną świadomością konsekwencji. Wchodzisz tam tylko „zobaczyć psy”, a wychodzisz z absolutną pewnością, że Twoje życie właśnie się zmieniło. I to najlepiej, jak się da.
Już na wejściu atakuje Cię zorganizowana grupa małych wariatów na czterech łapach, których jedyną bronią jest bezwarunkowa miłość i zero dystansu osobistego. Za nimi stoją większe osobniki. Spokojne, czujne, wyglądające jak prywatna ochrona VIP. Niby patrzą, niby nie, ale wiesz, że wszystko jest pod kontrolą.
A właścicielka hodowli? Katastrofa. Próbowałem ją „zagiąć” pytaniami… i niestety .... na każde jedno znała odpowiedź. Rzeczową, spokojną, bez ściemy. Zero ratunku.
Wizyta, która miała być krótkim „rozejrzeniem się”, zakończyła się klasycznie: znalezieniem życiowego psiego przyjaciela. A może nawet sensu życia. Trudno powiedzieć, bo emocje do dziś nie opadły.
Czy żałuję?
Tak. Że nie trafiłem tu wcześniej.
Czy zrobiłbym to jeszcze raz?
Choćby i 100 razy. A może 101.
I teraz najważniejsze!!! Nazwa tej hodowli to nie przypadek. LoveAstLand naprawdę oznacza krainę miłości do Amstafów. Tu psy nie są „hodowane”, tu są kochane, rozumiane i traktowane jak pełnoprawni członkowie rodziny.
To nie jest zwykła hodowla. To jest DOM. DOM, w którym człowiek i pies tworzą jedność. Zabierając psa z tego miejsca, zabierasz kawałek ich serca… a swoje dostajesz z powrotem w wersji kompletnej.
Zdecydowanie najlepsze miejsce, na jakie mogłem trafić.
(Polecam… ale tylko jeśli jesteś gotowy zakochać się bez pamięci.)
Carlos pozdrawia swój pierwszy dom!